czwartek, 21 września 2017

Gdy milkną oklaski i zapadają ciemności robi mi się po ludzku smutno

Wywiad z hologramem Dio, który wystąpi w grudniu w warszawskiej Progresji


Jak samopoczucie przed warszawskim koncertem? Czy czujesz tremę w związku z tym, że zmierzysz się z repertuarem jednej z ikon muzyki metalowej?

Nie czuję tremy ponieważ jestem hologramem i z pewnością na żywo zaprezentuje się perfekcyjnie. Mój głos zabrzmi jak dzwon, a cała choreografia występu zostanie wcześniej zaplanowana i odtworzona perfekcyjnie. W przeciwieństwie do prawdziwego Dio nie grozi mi słabszy dzień, infekcja gardła czy złe samopoczucie. Jestem prawdziwą koncertową maszyną, która sprawi, że wszyscy, którzy wybiorą się na koncert z pewnością będą usatysfakcjonowani.

A nie czujesz, że jednak będziesz porównywany z prawdziwym Dio i niektórzy będę narzekać, że hologram nie umywa się do oryginału.
Malkontenci są wszędzie! Mam ich głęboko w dupie! Znam swoją wartość i wiem, że jestem równie dobry co mój świętej pamięci poprzednik. Przez ludzi często przemawia zazdrość i zawiść. Powiem tak – uważasz, że źle prezentuję się na scenie? Sam wyjdź i zrób to lepiej!

Jak znosisz trasy koncertowe? Lubisz atmosferę, która towarzyszy występom na żywo?
Trudno mi opowiedzieć na to pytanie ponieważ jestem wyłączany po każdym koncercie i włączany przed kolejnym. Nie muszę więc znosić podróży autokarem, lotów samolotem czy namolnych fanów próbujących wyżebrać autograf. To bardzo komfortowa sytuacja.

Jakie są plany na przyszłość. Czy po zakończonej trasie zaprzestaniesz działalności czy możemy liczyć na kontynuację i rozwój kariery?

Chciałbym udowodnić swoją prawdziwą wartość i nie ograniczać się tylko do coverowania utworów mojego poprzednika. Marzy mi się autorski album z premierowymi kompozycjami. To jednak nie zależy do końca ode mnie. W tej chwili sztab informatyków pracuje nad upgradem oprogramowania, które być może w przyszłości pozwoli mi generować nowe utwory.

Czy wówczas zaczniesz występować pod nową nazwą, czy wciąż jako Dio?
To znów pytanie nie do mnie. Dziś jestem Dio, ale moim wielkim marzeniem jest zapuścić wąsy i zacząć występować jako Freddie Mercury z Brianem Mayem i Rogerem Taylorem. Niestety dopóki trzymają z tym pedałem Adamem Lambertem szanse na urzeczywistnienie moich marzeń topnieją.

Pedałem? Bardzo niepolitycznie się wyrażasz. Nie boisz się, że Lambert się na Ciebie obrazi?
Obrazić się na hologram? (Hologramowy Dio zaniósł się śmiechem). Przecież to by było niedorzeczne. Mogę być niepolityczny, niepoprawny i obrażać kogo chcę. Nie istnieję więc mogą mi naskoczyć.

Nie jest ci tak po ludzku smutno gdy cichną oklaski, na sali zapadają ciemności a Ty zostajesz po prostu wyłączony?
Tak – w tych chwilach wyłączenie mnie jest ciemną stroną mojej kariery. Czasami miałbym ochotę po koncercie zaprosić do garderoby kilka dziewcząt, albo położyć na podłodze szmatę i wychylić kilka szklaneczek whisky. Jestem jednak hologramem i nikt nie liczy się z moimi potrzebami. Mam jednak nadzieję, że branża się rozwinie i w przyszłości gdy będzie więcej hologramów uda nam się założyć związki zawodowe i skutecznie domagać się swoich praw. 

Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę dobrych kontrastów i by prąd był zawsze z Tobą!
Bardzo dziękuję za ten wywiad i możliwość promocji na Twoim blogu Maria Konopnicka. Mainstreamowe media mnie ignorują dlatego, że nie istnieję. Tym bardziej się ciszę, że jako jedyny okazałeś się otwarty i wolny od uprzedzeń. 

wtorek, 29 sierpnia 2017

Nergal wiodący lud na barykady


- O co Ci chodzi? - pytało mnie wczoraj wiele osób po przeczytaniu mojego tekstu. Przyznaję. Mój błąd. Dokonałem trawestacji tyrady Adama Nergala Darskiego zakładając, że wszyscy ją czytali. Ci, którzy jednak posty współczesnego Kartezjusza sceny metalowej omijają popadli w konsternację i zaczęli się martwić czy oby nie stałem się ofiarą słonecznego udaru. Wyjaśniam więc dziś w czym rzecz.


Lider Behemoth żali się, że wielokrotnie był „targetem ataków samozwańczych cenzorów”. Opowiada o tym jak to częstokroć wychodził z konfrontacji obronną ręką wygrywając sprawy sądowe.
Jestem częścią zespołu Behemoth, grającego niszową muzykę przeznaczoną dla bardzo specyficznego grona odbiorców” - pisze o sobie i żali się na to, że ataki w ostatnich miesiącach się nasiliły, a członkowie zespołu, promotorzy koncertów i właściciele klubów są poddawani presji, przesłuchiwani przez policję i prokuraturę.
Stawiane są zarzuty, najczęściej zupełnie absurdalne no bo jak wytłumaczyć urzędnikom państwowym, że Polska NIE MA MONOPOLU na ptaka w herbie! Mówię tutaj o zarzutach o znieważenie godła polskiego. Orzeł BEZ KORONY NIE JEST godłem Polski. Tak oficjalnie orzekli heraldycy ale urzędnicy na usługach Ziobry uparcie twierdzą inaczej szukając winnych. Igrzyska rozpoczęte a nowa wlądza rząda ofiar i krwi! Stygmatyzacja mniejszości, ostracyzm, divide et impera. To procesy dzieją się naprawdę!” - pisze Nergal i z wdziękiem publicysty Gazety Wyborczej swoje lęki, frustracje i poczucie krzywdy (co oczywiście jest cyniczną grą) zanurza we współczesnej rzeczywistości politycznej, obmalowując ją w czarno-białych barwach, bo przecież taki świat jest prostszy i łatwiejszy do zaakceptowania dla gawiedzi, która spija nergalowe mądrości jak słuchacze toruńskiego radia z ust spikera odzianego w czarną sutannę.

- „Propagandowy program Kurskiego i Ziobry realizowany jest bardzo konsekwentnie jednak jest to program BARBARZYŃSKI, uderzający w podstawowe wartości człowieka - wolność wyboru. Słowa te kieruję nie tylko do WSZYSTKICH moich kolegów z tzw. “sceny”: aktorów, pisarzy, muzyków, artystów wszelkiej maści… kieruję je również do WSZYSTKICH konsumentów i fanów sztuki: OTWÓRZMY OCZY i POWIEDZMY GŁOŚNO: NIE! Nas nie interesuje “dobra zmiana”, my ŻĄDAMY mądrej zmiany! Kultura Niepodległa jest owocem solidarności kręgów wolnościowych a w swoich bardzo wyraźnych i racjonalnych postulatach ma na celu przywrócenie NORMALNOSCI w naszym codziennym życiu. Zachęcam was bardzo gorąco do wspierania tego przedsięwzięcia. Przekazujcie dalej na czym polega Kultura Niepodległa. Swoje oczekiwania artykułujcie głośno i wyraźnie. Są wartości wyższe niż sprawy POLSKIE, to są wartości LUDZKIE! Niech usłyszy nas jak najwięcej ludzi!

I w ten sposób Nergal niczym Wolność wiodąca lud na barykady z obrazu Delacroixa stanął na czele wyimaginowanej Kultury Niepodległej, która właśnie na Facebooku rozchodzi się szybciej niż tyfus po slumsach.

Ubawił mnie ten tekst okrutnie. Śmiałem się ocierając łzy – nawet nie z głupoty autora, bo w tą nie wierzę, ale z jego cynizmu i wysoce rozwiniętych zdolności manipulacyjnych i autokreacyjnych.

Bunt jest nie tylko przywilejem, ale wymaga ofiar. Zbierając materiały do książki „Metal w polskiej krwi” nasłuchałem się jak to w dawnych czasach metale ukrywali włosy, byli poniżani w szkołach, szykanowani przez rówieśników, bici przez skinów. Sam w czasach licealnych byłem prześladowany przez nauczycieli, którym nie podobał się sposób mojego ubierania i muzyka, której słuchałem.
- Siadaj! Jedynka! – powiedziała podczas jednej z lekcji chemii moja nauczycielka nie zdając żadnego pytania. - Nauczysz się ubierać jak uczeń, to zacznę cię pytać.
A gdy siadałem do ławki dodała:
- Nie zdasz w tym roku. Choćbym była w szpitalu, choćbym leżała pod kroplówką i umierała to przyczołgam się na egzamin komisyjny i dopilnuję żebyś go nie zdał!
Słowa dotrzymała. Drugą klasę powtarzałem. Rok później u innej chemiczki miałem piątkę. Nie płakałem wtedy i nie pisałem kredą na ścianie (bo Facebooka nie było), że to wina Leszka Millera czy Mariana Krzaklewskiego. Miałem przecież wybór – mogłem zmienić szkołę, albo przestać epatować symboliką, która działała na moją nauczycielkę jak płachta na byka.

Oczywiście to duperelne sprawy w obliczu nergalowych procesów sądowych, ale mechanizm jest podobny. Ludzi, którzy się buntują gnoi się i niszczy. Ludzie, którzy są inni skazywani są na ostracyzm
Tyle, że każdy z nas ma wybór i albo może ponosić konsekwencję swojego buntu, czy jak ktoś woli – artystycznej wolności – albo się przystosować i podporządkować światu, który go otacza. Tak to po prostu działa.

Widząc grupkę skinów mogłem do nich krzyknąć, że są bandą łysych lachociągów i wyglądają jak chłopcy z hitlerjugend. Przechodząc koło dresiarzy mogłem im powiedzieć, że wyglądają jak cioty a ich muzyka to prymitywne dźwięki do małpoludów, przy których odprawiają swój taniec godowy na dyskotekach. Dlaczego tego nie robiłem? Bo zdawałem sobie sprawę z konsekwencji, które mój przypływ szczerości spowoduje. A gdybym się jednak na to zdecydował to później nie płakałbym, że dostałem od kogoś w mazak, albo podeszwa czyjegoś glana czy adidasa odbiła się na moim półdupku.

Tymczasem Nergal właśnie tak robi – najpierw prowokuje i szokuje, a później gdy lecą razy i kopy to zasłania się za parawan wyimaginowanej wolności artystycznej wypowiedzi i skomle jak psiak, któremu ktoś dał klapsa gdy próbował szarpać nogawkę. Widzę tu pewną koherencję z innym artystą, który przez lata szokował estetyką, a dziś się dziwi, że odwołują mu koncerty i odżegnuje od ideologii, którą mu niesłusznie przypisują.




Nie jest prawdą, że Nergal gra muzykę niszową. Dawno już wyszedł z podziemia i jest doskonale rozpoznawalny także przez osoby, które z muzyką metalową nie mają nic wspólnego. Od lat nie funkcjonuje w podziemiu, ale w przestrzeni publicznej, którą rządzą inne zasady. Obowiązują w niej inne poczucie estetyki, inny system wartości, a nawet inne poczucie humoru.

Nergal przeszedł z drewnianego wychodka do sali balowej z własnej woli i na własne życzenie, a teraz złamał się na środku pomiędzy parami wirującymi na parkiecie i zaczął robić kupę.
- Ej! Nie sraj tutaj! - oburzają się ludzie.
- Ale to mój artystyczny performance, nie ograniczajcie mojej wolności! - broni się Nergal poczerwieniały na twarzy od stawiania klocka.
- Proszę wyprowadzić stąd tego mężczyznę! Niech ktoś wezwie ochronę! - zewsząd podnoszą się krzyki.
- Przywróćmy normalność w codziennym życiu! - krzyczy Nergal wyprowadzany przez ochroniarzy. - Precz z Kurskim i Ziobro! - dodaje histerycznym głosem.
Przepraszam za to niesmaczne porównanie – ale właśnie ono oddaję sedno sprawy. Każdy artysta ma wybór, albo zostaje w swojej niszy i przemawia językiem, który jest zrozumiały dla jego odbiorców, albo niesie ten swój kaganek oświaty i próbuje przekonać panią Jadzię z okienka pocztowego by spróbowała pokochać Venom, bo to tak naprawę rock and roll, a ten satanizm to taki z przymrużeniem oka.

Oczywiście można próbować bronić i wskazywać, że dzięki takim osobom jak Nergal następuje powolny proces zmiany obyczajów – to co szokowało 60 lat temu dziś jest powszechnie akceptowane. Przecież Elvis bujający lubieżnie biodrami niegdyś budził zgorszenie, a dziś rock and roll już nie wywołuje żadnych kontrowersji i jest akceptowany nawet w mocno konserwatywnych środowiskach.

Należy jednak pamiętać, że kto sieje wiatr ten zbiera burzę. Jeśli artysta decyduje się na prowokacje to musi liczyć się z jej konsekwencjami, jeśli pluje komuś w twarz i szarga wartości wyznawane przez innych, to musi zdawać sobie sprawę z tego, że może nastąpić nie tylko obrona, ale i kontratak. A ten kontratak może szybko zejść z artystycznego dyskursu, a atakujący mogą rozpocząć ofensywą jednocześnie na wszystkich frontach.

Oczywiście Nergal nie jest głupi i doskonale zdaje sobie sprawę z tego co robi. On doskonale wie, że nawet gdy przegra będzie wygranym. Albo wygra w sądzie, albo w nim przegrywając też wygrywa -  pozostając męczennikiem, niepokornym artystą i ofiarą „dobrej zmiany”.