środa, 7 października 2015

ENTOMBED: królowie szwedzkiego death metalu

Gdy na początku lat dziewięćdziesiątych wchodziłem w death metal to tak się jakoś ułożyło, że zacząłem od penetrowania sceny amerykańskiej (Death, Cannibal Corpse, Obituary, Master, Massacre), brytyjskiej (Napalm Death, Bolt Thrower, Benediction), francuskiej (Massacra, Loudblast, Agressor), a dopiero później przyszła pora na Skandynawię.


Pewnie niewiele później – bo to wszystko było kwestią kilku miesięcy, ale czas wtedy płynął inaczej i nawet 45 minut lekcyjnych wydawało się trwać dłużej niż dzisiaj weekend.
Na pierwszy ogień poszła właśnie wielka czwórka szwedzkiego death metalu: Unleashed, Grave, Entombed, Dismember. Wszystkie miały jakiś wspólny mianownik, ale jednocześnie każdy z tych zespołów był zupełnie inny i absolutnie rozpoznawalny. Unleashed najłatwiej wpadał w ucho, Grave wydał mi się najbardziej agresywny, Dismember najbardziej melodyjny, Entombed kurewsko mroczny i złowrogi.
Gdy patrzy się na te zespoły z perspektywy czasu to nie ma wątpliwości, że to właśnie Entombed grali pierwsze skrzypce, że to właśnie oni w największym stopniu inspirowali innych i to właśnie ich muzyka po latach broni się najlepiej. Paradoksalnie jednak chyba po ich debiut sięgam rzadziej niż po debiuty pozostałych trzech kapel. Dziś mnie jednak coś naszło i już trzeci raz „Left Hand Path” obraca się w moim odtwarzaczu.
Na żywo widziałem już ich kilka razy – za każdym razem wypadali lepiej niż dobrze. Paradoksalnie jednak najbardziej mnie sponiewierali jako Entombed AD na ostatnim koncercie z Grave, w krakowskiej Fabryce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz