sobota, 31 października 2015

EUCHARIST: zwiewny szwedzki death metal

Ładny akustyczny wstęp na gitarze zachęca do posłuchania tej płyty nie tylko fanów szwedzkiego death metalu, ale także miłośników piosenki harcerskiej. Jako harcerz nie mogłem tej płyty odpuścić i dość szybko się nią zainteresowałem. O czym mowa? O debiutanckim albumie „A Velvet Creation” EUCHARIST wydanym w 1993 roku.


Bez wątpienia mamy tu do czynienia z melodyjnym death metalem. Melodyjnym, ale jednocześnie surowym, chropowatym i obskurnym. Te melodie są jak przydrożne prostytutki – nawet jeśli ładne i efektowne z daleka, to z bliska śmierdzą i budzą obrzydzenie. To czym trudno zachwycić się u kobiet, dodaje uroku jednak muzyce – a szczególnie gdy to jest szwedzki death metal. 
Lubię to spartańskie brzmienie perkusji (jakby ktoś zatrzaskiwał drzwi od Nysy), te przybrudzone gitary o thrash metalowym rodowodzie i zdarte wokalizy ma pograniczu death i black metalowej estetyki. Gdyby ten krążek współcześnie wymuskać i dopieścić go w dobrym studiu byłby pewnie, przynajmniej dla mnie, zupełnie niestrawny – a tak, wracam do niego od czasu do czasu z niekłamaną przyjemnością.
W 1997 roku EUCHARIST wydał drugą płytę z bardziej nasterydowanym, tłuściejszym i pełniejszym brzmieniem. Pewnie z punktu widzenia realizacji dźwięku płyta brzmiała lepiej, a sami muzycy byli z niej dumni. Mnie ten album jednak nie porwał – ot, poprawny melodyjny szwedzki death metal jakich wiele.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz