wtorek, 27 października 2015

LUCIFERION: Polak w szwedzkim death metalu

Tym razem Szwecja z domieszką polskiej krwi. LUCIFERION to zespół polskiego gitarzysty – Wojtka Lisickiego. Jeśli ktoś nie natknął się na regularne krążki tej grupy, to na pewno zna ich covery z popularnych w latach dziewięćdziesiątych trybutów dla Metallica i Slayer.



W roku 1994 wyszedł debiutancki album LUCIFERION - „Demonication (The Manifest)” – płyta, która zarówno stylistycznie, jak i brzmieniowo ma chyba więcej wspólnego z amerykańską szkołą grania niż ze szwedzką – zarówno tą mroczną i chropowatą, jak i tą melodyjną i poukładaną. 
Przede wszystkim jednak „ Demonication” to album z silnie określoną własną tożsamością – bluźnierczy i wulgarny w swojej wymowie, a jednocześnie zaaranżowany i wykonany z brawurową wirtuozerią, w której słychać ogromny kunszt kompozytorski. Partie perkusji wybuchają gwałtownie i imponują ekspresyjnym ostrzałem, riffy zagrane z rozmachem, werwą i niesamowitą energią. Nie brakuje melodyjnych partii solowych, które jednak nie popadają w słodycz i banalność heavy metalowych patatajów. Świetne są też partie wokalne – od brutalnych, rasowych growli, przez bardziej black metalowe wrzaski, na demonicznych deklamacjach kończąc. Kawał świetnego death metalu – nie tylko dla najbardziej zagorzałych fanów szwedzkiej szkoły.

Po roku 1994 LUCIFERION zamilkł na prawie całą dekadę, pojawiając się jedynie na wspomnianych trybutach thrashowych herosów oraz nagrywając materiały demo. W 2003 roku LUCIFERION wydał wreszcie drugą płytę „The Apostate”. Zniknął pentagram wpisany w logo, zmiany dokonały się także w samej muzyce. Znikła klasyczna death metalowa stylistyka – pojawiało się brzmienie suche, drapieżne, ale niezwykle przestrzenne, co podkreślały kosmiczne klawisze, przenoszące w nowy wymiar, we wciągającą otchłań kosmosu, gdzieś na pograniczu galaktyki PESTILENCE z czasów gdy jej najmłodszą gwiazdą była „Spheres”, tam skąd widać gwiazdozbiór NOCTURNUS, a gwiazdy układają się w kształt klucza. Pamiętajmy jednak, że w kosmosie odległości są znaczne, czas nie istnieje, a kierunki świata są czysto umowne.

Niestety to co najlepsze na „The Apostate” szybko się kończy – utwory, które zdradzały ówczesną (moim zdaniem znakomitą) kondycję kompozytorską (i ogromną fascynację Morbid Angel) Lisickiego są tylko cztery i trwają łącznie niewiele ponad pół godziny. Album uzupełniony jest coverem CELTIC FROST, oraz materiałami demo z 1994 roku. Przez to płyta trochę traci na spójności i co tu ukrywać – również na jakości. Mimo tego, jest to na tyle interesujący materiał, że z pewnością warto po niego sięgnąć.

Wojciech Lisicki na początku pierwszej dekady XXI wieku zaangażował się w swój stary-nowy projekt LOST HORIZON. To już jednak temat na zupełnie inną opowieść, bo wykonywana przez nich muzyka nie miała już nic wspólnego z death metalem, ani z żadną z jego nawet na najbardziej progresywnych hybryd.

1 komentarz:

  1. Na płycie "The Apostate" wstawki pomiędzy utworami pochodzą z filmu Mroczne miasto (Dark City) - 1998... jeśli kogoś interesują teorie spiskowe, kontrola ludzkości... polecam.

    Warto jeszcze dodać, że Wojtek był członkiem Against the Plagues, z którymi wydał, wg mnie bardzo dobry, album "Decoding The Mainframe". Podejrzewam, że udzielił się jako kompozytor bo po jego odejściu od zespołu poszli w dół, ale to subiektywna ocena.

    Polecam "Decoding the Mainframe", jest to ten sam album co "The Architecture of Oppression" lecz z małymi korektami technicznymi. Nadaje się do słuchania zaraz po apostacie Luciferiona:
    https://www.youtube.com/watch?v=_Lm-a-6EiSM

    Pozdrawiam, Rafał

    OdpowiedzUsuń