czwartek, 7 stycznia 2016

Nie do przejedzenia, nie do przepicia!!!

METALLICA, SLAYER, MEGADETH i ANTHRAX – gdy przed czterema laty gruchnęła wieść, że taki skład zawita do stolicy, to poczułem się jak bohater filmu „Głębokie gardło” w scenie, w której dialogi już nie były możliwe


W przypływie euforii i ułańskiej fantazji zakupiłem dwa bilety, bodaj po 800 zł za sztukę by być najbliżej, słyszeć najlepiej i widzieć najwięcej. Niestety mój syn dzień przed koncertem kichnął i małżonka oświadczyła, że na koncert nie idzie i zostaje z „chorym dzieckiem”. Biletu nie było szans sprzedać (bo nikt o zdrowych zmysłach nie płaci tyle za bilety), ale chociaż namówiłem kolegę żeby ze mną poszedł.

Wybraliśmy się komunikacją miejską bo tego dnia Warszawa stanęła w gigantycznym korku. Na miejscu dostaliśmy opaski „Golden Circle” z dopiskiem VIP, co oznaczało, że mamy wstęp na trybuny, a także w cenie biletu jedzenie (kiełbaski z grilla) i picie (piwo) do oporu. Przez cały Behemoth i Anthrax jedliśmy i piliśmy obserwując scenę z trybun. Na MEGADETH wyskoczyłem w tłum spotkać się z kumplem, a później wróciłem chcąc dołączyć do zabawy pod sceną.

- Nie możecie wejść! Macie opaski VIP – poinformował nas ochroniarz i wskazał miejsce na trybunach pomiędzy niepełnosprawnymi, borowymi dziadkami, niewidomymi, ludźmi z kikutami oraz Januszami i Barbarami, którzy postanowili tego dnia ściągnąć marynarki oraz garsonki i powspominać czasy młodości.
Przy trybunach drugi ochroniarz wyjaśnił nam, że mamy wstęp do GOLDEN CIRCLE, a dodatkowo na trybuny. Wróciliśmy do pierwszego ochroniarza. Tamten był innego zdania. I tak biegaliśmy przez ten cały MEGADETH od trybun do sceny i z powrotem. Gdy zbliżał się SLAYER zaczęło się robić nerwowo – ochroniarze zaczęli przez mikrofalówki ustalać czy możemy wejść – tak jakby te cholerna dwie osoby więcej czy mniej miało jakieś znaczenie.

Stanęło na tym, że musimy siedzieć ze swoimi biletami za 800 zł na trybunach i z zazdrością patrzeć jak się ludzie bawią za 400 zł pod sceną. Byliśmy strasznie wściekli, a jak zaczął grać SLAYER to już wszystko puściło i zaczęliśmy najpierw machać głowami, później skakać po ławkach, a na końcu przewracać Grażyny i Januszów na tych trybunach.

Później spotkaliśmy jakieś miłe małżeństwo mniej więcej w naszym wieku i znów poszliśmy coś zjeść i wypić. Szybko policzyliśmy, że aby dopłata do biletu VIP miała sens to musielibyśmy wypić po 65 piw i zjeść 49 kawałków kiełbasy. A przed METALLICĄ znów ruszyliśmy do naszego trybunowego kojca i nie mogliśmy się ruszać podczas pierwszych kawałków z obawy żeby się nie porzygać po tym piwie i kiełbasie.
A później jak już się mocno ściemniło, a ta Meta ruszyła z kopyta to okazało się, że to właśnie ich koncert był największym wydarzeniem dnia. I nawet te trybuny już nam przestały przeszkadzać, a z Januszami i Grażynami tak się zasymilowaliśmy, że pod koniec na „Seek and destroy” to już wszyscy po tych ławkach skakali, inwalidzi robili zrywy na wózkach lub machali kikutami, dziadkowie machali laskami, a niewidomi mówili, że lepszego koncertu w życiu nie widzieli.

6 komentarzy:

  1. Relacja ok, tylko końcowy link jest nie do tego koncertu. Omawiany odbył się w 2010 roku a nie 2012. Na tym drugim grali cały Black Album.

    OdpowiedzUsuń
  2. https://www.youtube.com/watch?v=ZILk30DdTyQ

    OdpowiedzUsuń
  3. 2010? Matko, jak ten czas leci :) Już usunąłem błędny link ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj działo się... A jakby taki skład był 25 lat temu? Ło matko 😉...

    OdpowiedzUsuń
  5. Halo, czy to działa? Nadaję z jaskini!

    OdpowiedzUsuń
  6. ROTFL
    popłakałem się ze śmiechu, a potem z bólu :D
    coś dziś strzyknęło w plerach i ledwie dycham

    OdpowiedzUsuń