czwartek, 7 stycznia 2016

Pure Evil Black Warrior

1 lutego 2004 roku. Pod krakowskim studiem TVP "Krzemionki". Z kumplem za chwilę wybieramy się na koncert GORGOROTH i CARPATHIAN FOREST. Podwieźli nas znajomi i wesoło sobie gawędzimy, umawiając się na imprezowanie po koncercie




Wtem! Nasz śmiech gwałtownie przerywa przechodzący obok młodzieniec. Dosłownie nas zamurowało. Prawdziwy Pure Evil Black Warrior. Twarz ma pomalowaną na biało, usta i wory pod oczami na czarno, włosy rozpuszczone a ramoneska rozpięta. Idzie dumy środkiem chodnika, ręce trzyma szeroko jakby miał wrzody pod pachami. Stopy obute w potężne glany stawia równie szeroko – jakby nosił niewidzialne narty, albo zatarł sobie pachwiny i właśnie podążał do apteki po zasypkę. W prawym ręku ściska puszkę piwa. Karci nas nienawistnym, black metalowym spojrzeniem, siorpie głośno piwo, beka ostentacyjnie, zarzuca dumnie włosami i kroczy w kierunku studia telewizyjnego.,

Po chwili konsternacji i wywołanej nią milczeniem, wybuchamy spazmatycznym śmiechem.
- Cóż za postać! - kolega zwija się ze śmiechu. - U nas w Warszawie tacy goście dostają wpierdol, kroi się ich  z biletu i na koncert nie wchodzą.
Chwilę jeszcze śmiejemy się i rozchodzimy. Znajomi do samochodu, a ja z kumplem na koncert.
Nie uszliśmy pół drogi, a tu widzimy: stoi nasz znajomy black metalowiec z puszką piwa wraz z kilkoma starszymi, normalnie wyglądającymi metalowcami. Gdy przechodzimy do naszych uszu dociera taki oto strzępek rozmowy:
- Panowie, może się jakoś dogadamy? – proponuje Pure Evil Black Warrior.
- Albo oddajesz bilet, albo wpierdol! - odpowiadają zgodnie jego rozmówcy.
Takie akcje zawsze mnie denerwowały i psuły mi humor na pół koncertu. Jednak kontekst tamtej sytuacji był tak zabawny, że jeszcze gdy pokazywaliśmy nasze bilety ochroniarzom to byliśmy zgięci w pół ze śmiechu.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz