wtorek, 9 lutego 2016

Black Cilice: poczuć wolność

Black Cilice to właściwie nie zespół, ale jednoosobowy projekt ze słonecznej Portugalii. Nic w tej muzyce jednak nie wskazuje na to by jej twórca kiedykolwiek widział słońce


Ubiegłoroczne wydawnictwo to "Mysteries" - surowy, prosty i na pozór prymitywny lo-fi black metal. Hipnotyczny, melancholijny, przerażający jak ścieżka dźwiękowa do czarno-białego horroru, w którym zamiast żywych trupów i wilkołaków, straszy widza nieodgadniony umysł obłąkanego bohatera, tracącego kontakt z rzeczywistością, snującego się na pograniczu koszmarnego snu, narkotykowego transu i stanów paranoidalno-lękowych.
Duże wrażenie robi wokal - wyjący jak wiatr po zboczach skalistych masywów górskich. Nieraz dmie złowrogo, nieraz gwiżdże upiornie, innym razem niesie ze sobą płacz niemowlęcia porzuconego w lesie przez wyrodną matkę. Czasami zlewa się z gitarami i łączy z nimi jak krew z zimną wodą oceanu, którego fale szturmują piaszczyste wybrzeże, a woda wsiąkając pomiędzy kamyki i ziarnka pisaku, udziela im swojej lepkiej konsystencji.
Ta hipnotyzująca i transowa muzyka jest minimalistyczna pod względem formy, ale nie pod względem treści. Gdy znajdziemy w sobie dość odwagi, zamkniemy oczy i odrywając stopy od skalistego urwiska polecimy głową w dół ku niewidocznym w ciemności, ale wabiącym szumem i chłodem, spiętrzonym falom oceanu dźwięków - to przez tę krótką chwilę, zanim potworna siła grawitacji nie skręci nam karku i nie zmieni naszego kręgosłupa w pudełko zapałek - możemy poczuć prawdziwą wolność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz