środa, 3 lutego 2016

O tym jak nie umiałem od tyłu, ale zostałem klasowym satanistą

Lekcję religii mieliśmy zwykle tak wkomponowaną w plan zajęć, że chyba wszyscy na nią uczęszczali. Zwykle służyła przepisywaniu prac domowych lub przygotowywaniu się do innych lekcji, ale bywało też kilka ciekawych dyskusji i polemik, które naszą katechetkę doprowadzały do szewskiej pasji. Jedną z tych lekcji zapamiętałem szczególnie.

Siostra włączyła nam film o muzyce satanistycznej. Jakąś produkcję sprzed dziesięciu lat, adresowaną dla niezbyt rozgarniętych Amerykanów. Z treści tego dokumentu wynikało, że właściwie każda muzyka, która nie jest tworzona przez ministrantów i chór bielanek jest z gruntu rzeczy zła, zepsuta i odpychająca. Dawkowana regularnie ma negatywny wpływ na słuchacza i w konsekwencji sprawia, że w pewnym momencie delikwent chwyta jakieś ostra narzędzie i zaczyna zabijać. Szeroko rozumiana muzyka rozrywkowa prowadzi do agresji, narkomanii, samobójstw, rozpadu więzi rodzinnych, dewiacji seksualnych i zachowań antyspołecznych.
O metalu w tym filmie było niewiele – przewinęło się chyba tylko AC/DC, Judas Priest i Ozzy Osbourne. Nie oszczędzono Rolling Stones, Michaela Jacksona i Madonny.


Jak to zrobić od tyłu?

Nic dziwnego, że już w połowie filmu zaczęliśmy się z niego podśmiewać, najpierw ukradkiem a później już zupełnie otwarcie.
Nasz katechetka była przerażona.
- To wy znacie te zespoły? - dopytywała z taką miną jakby należała do AK, właśnie wyszła z lasu i pytała: „Naprawdę druga wojna światowa już się skończyła?”. No bo jak do cholery można było nie znać Rolling Stones, Michaela Jacksona, Madonny czy Beatlesów?
Cały myk polegał na tym, że satanistyczne przesłanie płyt można było wychwycić słuchając ich... od tyłu. W ferworze gorącej dyskusji stwierdziłem, że to bez sensu – bo kto słucha płyt od tyłu, szczególnie w dobie kaset magnetofonowych. Nawet jakbym chciał, to nie miałbym pojęcia jak to zrobić. Chyba nie wystarczy się wypiąć? Atmosferę podgrzałem dodatkowo zastanawiając się co by wyszło gdyby zacząć słuchać niedzielnych kazań od tyłu? Być może i w tym przypadku sylaby ułożyłby się w jakiś „satan” czy „devil”?

Zostaję przywódcą sekty 

 I pewnie by się na tym skończyło gdyby nasza ukochana katechetka nie dojrzała na mojej ławce płyty MYSTICUM – In The Streams Of Inferno. Na widok literek „M” w kształcie zakrzywionych rogów, wideł i tych zawijasków przypominających ogon diabła nasza siostra mało nie zemdlała. Pobiegła do swojego biurka po jednorazową chusteczkę higieniczną, i tak przez tę chusteczkę dopiero, schwyciła CD i powiedziała, że rekwiruje jako dowód.
- Jaki dowód? W procesie inkwizycyjnym? - byłem już bardziej wkurzony niż rozbawiony, a perspektywa utraty – na dodatek pożyczonej – płyty była dla mnie dość mało krzepiąca.
Zostałem po lekcji i zacząłem z tą katechetką rozmawiać. Tak jak człowiek z człowiekiem, ssak ze ssakiem, - biont z -biontem.
Chyba z pół godziny tłumaczyłem czym jest dla mnie muzyka, jak ją postrzegam i ile mi daje w życiu. A ona słuchała tylko i kiwała głową, patrząc na mnie jak negocjator na człowieka, który stoi na parapecie i zapowiada, że za chwilę wyskoczy z okna. Oddała mi płytę i się rozeszliśmy. Wiem z relacji koleżanki, której matka była nauczycielką, że katechetka od razu pobiegła do pokoju nauczycielskiego i wykrzyknęła wszystkim zgromadzonym:
- W drugiej „B” połowa klasy należy do sekty satanistycznej, a druga połowa jest przez nią zastraszona. Wiem kto jest jej przywódcą!

Martwe niemowlę pocięte żyletką

Reakcją powinna być salwa śmiechu. Ale nie, większość nauczycieli nie miało za grosz poczucia humoru i zdarzyło się kilku takich, którzy mocno wzięli sobie do serca słowa siostry i rozpoczęli polowanie na czarownice.
- Proszę, nie przychodź do szkoły w tej bluzie bo jak widzę symbol, który masz na plecach to oczami wyobraźni widzę martwe dziecko pocięte żyletką w kącie sali – powiedziała mi germanistka na ucho, gdy oddawałem klasówkę. Miałem na sobie bluzę DEICIDE, która z tyłu rzeczywiście miała jakiś krzyżopentagram. Tyle, że chodziłem w niej do szkoły prawie dwa lata i wcześniej nikt na to nie zwrócił uwagi. Zerknąłem w kąt, gdzie rzekomo miało leżeć martwe niemowlę, przybrałem najbardziej zatroskany wyraz twarzy na jaki mnie było stać i odrzekłem:
- Nie moja wina, że wyobraźnia płata pani tak okrutne figle.
Chyba nie trudno zgadnąć co dostałem z tej klasówki. Podpowiem, że nie były to trzy szóstki. I tak mnie ci nauczyciele gnębili w ogólniaku, aż do momentu gdy metalowy image mi się znudził, a oni stracili namacalny dowód na moją satanistyczną deprawację.

 

Ćwierć wieku satanistycznego opętania

Od tamtego czasu minęło już prawie ćwierć wieku. Jak dotąd nikogo nie zabiłem, nie zgwałciłem niczyich zwłok, nie rozkopałem żadnego cmentarza ani nie podpaliłem kościoła. Nie biorę narkotyków, nie podejmuję prób samobójczych i wciąż nie słucham płyt od tyłu.
Jeśli muzyka metalowa ma jakiś destrukcyjny wpływ na człowieka, to ręczę na swoim przykładzie, ze działa on z niezwykle opóźnionym zapłonem. Jeśli kiedyś przestanę tu pisać i dowiecie się, że wyskoczyłem na ulicę z siekierą i w tłumie ludzi zgromadzonych w pobliskim hipermarkecie, zacząłem wycinać nią pentagramy, to wiedzcie, że oto się dokonało! Moja katechetka miała jednak rację!


1 komentarz:

  1. Ja miałem zabawniej w ogólniaku. Otóż siostra zakonna uczyła moją klasę (mat-fiz) języka polskiego. To, że trudno było z nią dyskutować o np. interpretacjach czy coś, pomijam - była bardzo "po linni partii", ale w momencie kiedy zaczałem mieć długie włosy i jakieś straszne koszulki... moje oceny poszły w dół dość szybko. Dziś wspominam to jako zabawne ;)

    OdpowiedzUsuń