wtorek, 16 lutego 2016

THE CULT: Poza dobrem i złem

„Beyond Good And Evil” nie jest płytą, z której THE CULT jest najbardziej znany. Ukazała się w roku 2001, zebrała pozytywne recenzje... i pamięć o niej zaginęła. Zupełnie niesłusznie bo to album doskonały, bijący energią i hardrockowym testosteronem, płyta mroczna i gniewna, zagrana w polotem i fantazją. Prawdziwie męskie, ciężkie i przebojowe granie. „Beyond Good And Evil” to płyta, do której należy wracać i o której należy mówić


„Beyond Good And Evil” to płyta, którą The Cult powrócili po kilkuletnim rozbracie ze sceną. Panowie zakopali topór wojenny i wrócili chyba z najcięższym i najmroczniejszym albumem w swoim dorobku. Płyta w chwili premiery brzmiała aktualnie i nowocześnie, piętnaście lat później również zachowuje pierwotną witalność i świeżość. Tłuste ciężkie riffy są potężne, ale zwiewne, zgrabne i finezyjne. Astbury w wyśmienitej formie wokalnej – jego głos charyzmatyczny, mocny, przejmujący, targany emocjami, emanujący siłą i pewnością siebie.
Tu nie ma żadnych kompromisów i żadnych słabszych momentów – utwór po utworze wybrzmiewa z siłą powalającą na kolana. Ta płyta ma w sobie podobną moc do tej, która biła od albumu „Dirt” autorstwa ALICE IN CHAINS – nie ma mowy o porównaniach stylistycznych, ale tych korzennych nawiązaniach do lat siedemdziesiątych. Mamy tu nie tylko hardrockową energię i ciężar, ale także mnóstwo brudu i rockowej prawdy, gdzieniegdzie rozrywanej zimnym, mechanicznym i niemal industrialnym zgiełkiem.
Trudno mi wyróżnić choćby jeden utwór z „Beyond Good And Evil” - ta płyta jest tak wyrównana i wspaniała, że słucha się jej z zapartym tchem od początku do końca.
Już na początek idą mocne strzały w postaci „War” i „The Saint” i po nich wydaje się, że już nie możne być lepiej, ani nawet równie dobrze. Ale posłuchajcie choćby potężnego, przepięknego „Rise”, epatującego ciężkimi riffami i porażającego niebanalną melodyką i pięknem, które aż odbiera oddech i spowalnia pracę serca. Albo charyzmatycznej „Take The Power” z niemal industrialnymi inklinacjami, fenomenalnymi wokalami Astburego i ciężarem, którego nie powstydziłby się TROUBLE czy nawet wczesny BLACK SABBATH. „Breathe” również zachwyca ciężarem, grunge'owym posmakiem i wspaniałym rozmachem, który jak skrzydła orła potrafi ponieść w przestworza ciało upolowanej ofiary.

Każdy z tych utworów jest inny, każdy ma silnie zarysowaną tożsamość, ale jednocześnie razem tworzą spójną całość i nadają płycie monolityczną strukturą. „Beyong Good And Evil” jest jak porywająca, wielowątkowa opowieść, jak starożytny epos, który w losy swych bohaterów i ich heroiczne czyny wplata te wszystkie ludzie uczucia i namiętności, które są bliskie współczesnemu odbiorcy.

Cudowny jest balladowy „Nico” - z tak przejmującym i pięknym początkiem i tak spektakularnym rozwinięciem, że aż chciałoby się przełknąć łzy. „American Gothic” wyrywa serce z piersi, a „Ashes And Ghost” zachwyca bezwzględnym ciężarem i ujmującą delikatnością.

Wspaniale rozpędza się „Speed Of Light” - ten utwór jest jak jazda nocą czarnym Fordem Mustangiem z rocznika 1967. Ulica rozcina piaski pustyni, ale wy nie widzicie horyzontu, bo zgasiliście światła a na siedzeniu obok urocza striptizerka, z którą wzięliście ślub noc wcześniej w Las Vegas właśnie polewa się szampanem i masturbuje dźwignią do zmiany biegów. Strach, ulotność i podniecenie tej chwili odbiera wam zmysły i właśnie wtedy, gdy przez przednią szybę zaczyna zaglądać światło poranka przywołując błogą tęsknotę snu i odpoczynku (to „True Believers”), a „My Bridges Burn” pozwala kołom samochodu oderwać się od asfaltu i poszybować ku obłokom, następuje smutne „plask!”.
To wasze spocone pośladki zsunęły się z kanapy i spadły na podłogę. Trzeba wypić szklankę wody, podnieść się, włączyć „Beyond Good And Evil” raz jeszcze i ruszyć we własną podróż...

...bo jak napisał Fryderyk Nietzsche w swoim „Poza dobrem i złem” - „Wszystko, co głębokie, lubi maskę; rzeczy zaś najgłębsze nienawidzą nawet obrazu i przypowieści”.

1 komentarz:

  1. Najlepsza obok Sonic Temple,Ceremony.Nie ma słabego utworu.

    OdpowiedzUsuń