poniedziałek, 15 lutego 2016

Wymarzony poranek kontra rzeczywistość :)

- Kochanie, obudź się – słyszę głos mojej żony i czuję jak całuje mnie w czoło. Otwieram zaspane oczy i widzę jak mi podaje śniadanie do łóżka na wielkiej drewnianej tacy. Pachnąca jajecznica na boczku, świeże pieczywo posmarowane masełkiem, owsianka na mleku i pachnąca kawa w dużym białym kubku. Siadam zdziwiony na łóżku i opieram się plecami o ścianę. Żona podkłada mi pod głowę poduszkę. 

 

- Co się stało? - pytam oszołomiony.
- Nic, zjedz sobie śniadanko, a ja pójdę uprasować ci koszulę – odpowiada żona i uśmiecha się do mnie serdecznie. - A może nie będziesz dziś szedł do pracy? Odpoczniesz, posiedzisz w domu, poczytasz komiksy, posłuchasz muzyki i popiszesz na Marii....
- Która godzina? - pytam i patrzę na zegarek. Dochodzi dziewiąta. - O kurde, jak późno, za godzinę mam spotkanie. Zegarek mi nie zadzwonił – staram się wygramolić z łóżka i zdjąć z siebie ciężką tacę ze śniadaniem.
- Odwołałam twoje spotkania – odpowiada żona. - Wiem, że ich nie lubisz. Szkoda życia na robienie rzeczy, które nie sprawiają przyjemności...
Patrzę na nią z niedowierzaniem próbując zrozumieć na czym polega żart.
- Muszę iść do pracy... - wreszcie udało mi się wycisnąć na klatę tacę ze śniadaniem i usiąść na łóżku.
- Nie musisz. Już nic nie musisz – odpowiada żona. - Właśnie powiedzieli w telewizji, że rząd będzie dawał po 500 zł na każdą płytę.
- Jak to na każdą płytę? - zrywam się z łóżka i biegnę do salonu. W TVN24 Premier Beata Szydło.
- Każdy kto ma w domu jedną płytę CD nie otrzyma dofinansowania, ale już za drugą i kolejne będziemy dopłacać 500 zł – mówi premier Szydło. - Za płytę winylową 700 zł. Chcemy w ten sposób rozwijać kulturę, wrażliwość i inteligencję emocjonalną Polaków.
- Policzyłam – słyszę za plecami głos żony. - Dostaniemy miesięcznie kilkanaście milionów złotych! A ja głupia przez tyle lat nie widziałam żadnego sensu w tym twoim kupowaniu płyt...
- No widzisz.... - odpowiadam z triumfem i wypinam pierś jak do orderu. Czuję jednak, że coś mnie uwiera jakby mi się jakiś ciężar zwalił na klatę. Otwieram oczy. W odległości pięciu centymetrów widzę twarz mojego trzyletniego syna. Wgramolił się do mojego łóżka, położył się na mnie i się patrzy.
- Tato! Jesteś wesoły? - pyta.
- Tak synku, jestem wesoły – odpowiadam zbolałym głosem. Na zegarku piąta trzydzieści, za oknem szarówka. Z nieba, które ma kolor brudnego akwarium leci jakiś syf przypominający skrzyżowanie śniegu z deszczem. Gdy to coś zderza się z parapetem wydaje dźwięk jakby ktoś miał rozwolnienie i właśnie wypróżniał się w blaszany nocnik.
I w tak podłym nastroju przychodzę do pracy, a na biurku leży mała paczuszka. Otwieram ją i widzę dwie płyty.
- A jednak jest w tym jakiś sens... - uśmiecham się radośnie.

2 komentarze:

  1. Miła ciepła historia rodzinna ;)

    McProsiak

    OdpowiedzUsuń
  2. Heh :) Gdyby choć 5% snów się spełniało ;) A w Twoim przypadku wystarczy 5 zł na każdą płytę :P

    OdpowiedzUsuń