poniedziałek, 25 kwietnia 2016

HARMONY DIES: Najlepsze dema w death metalowych wszechświecie?

Harmony Dies Vol. 1 to bootlegowa kompilacja z niepozorną okładką, która zupełnie nie zapowiada absolutnie powalającego materiału, który się na niej znalazł. Mamy tu demówki z roku 1987 trzech zespołów, z których jeden zasilił absolutną czołówkę muzyki death metalowej (MORBID ANGEL), a pozostałe dwa popadły już w zapomnienie (NECROVORE, INCUBUS).


NECROVORE istniał bardzo krótko i pozostawił po sobie jedynie demówkę „Divus de Mortuus” z 1987. Absolutnie dziki, barbarzyński i niesamowity materiał, na który składają się cztery utwory – pełne jadu i ekspresji, stylistycznie łączące death metalową siłę z black metalowym szaleństwem. Prawie trzydzieści lat minęło od czasów wydanie tej demówki, a zaprawdę powiadam Wam niewiele jest materiałów tego typu, które można by z nią równać. Piękno tych utworów tkwi nie tylko w agresji, ale cudownie połamanej strukturze, umykającej prostym rozwiązaniom rytmicznym, przenikającej przez świat chaosu, burzącą go i układającą według diabelskich prawideł i fizycznych praw, mogących obowiązywać tylko w piekle. Materiał absolutnie genialny i ponadczasowy, który stał się inspiracją dla wielu zespołów.

INCUBUS również swoje jedyne demo nagrał w roku 1987, tyle że ich skład zasilali muzycy, którzy w późniejszym czasie przewinęli się także przez bardziej znane zespoły takie jak Morbid Angel, Acheron czy Nocturnus. Cztery utwory wypełniające demówkę tego zespołu tchną grobowym brzmieniem, miażdżącymi riffami i absolutnie obłędnymi partiami solowymi, które wraz z wokalami stojącymi na pograniczu growlingu i krzyku tworzą upiorną atmosferę na pograniczu szaleństwa. Niesamowite jest ile w tej na pozór prymitywnej i chaotycznej muzyce się dzieje – połamane riffy, zwolnienie, powykręcane partie solowe lokalizuję ten zespół wcale nie tak daleko od wczesnego MORBID ANGEL.

A MORBID ANGEL to absolutni bogowie – co w pełni potwierdzili na swojej trzeciej, trzyutworowej demówce z roku 1987 zatytułowanej - „Thy Kingdom Come”. Utwór tytułowy, „Abominations” i „Blasphemy Of The Holy Ghost” w swych pierwotnych, surowych diabelskich wersjach. Czy trzeba jeszcze coś dodawać? Absolutne mistrzostwo – jedne z najlepszych rzeczy, jakie powstały w dziejach tego gatunku.

1 komentarz:

  1. Skąd Ty wyciągasz te wszystkie rzeczy? Szacun za odkurzanie takich staroci...

    OdpowiedzUsuń