wtorek, 31 maja 2016

Co ciekawego w nowym Musicku?

Nowy Musick Magazine zakupiony i wstępnie obwąchany. Niestety poza coraz efektywniejszą szatą graficzną mam wrażenie, że magazyn lekko dołuje i spośród dotychczasowych numerów szesnastka wydaje mi się najsłabsza




Dobór zespołów dość interesujący, ale jednak przewidywalny – żadnej perełki, żadnego zaskoczenia, nic, co wywołałoby dreszczyk emocji i zachęciło do lektury już na parkingu w samochodzie, zanim człowiek odjedzie spod centrum handlowego.

Graficznie – bajecznie, schludnie, estetycznie – tonacja czarno-biało - zielona bardzo miła dla oka. Dziennikarsko magazyn opiera się na barkach kilku osób z czego pierwsze skrzypce zdaje się odgrywać Maciej Krzywiński. Z jednej strony to fajnie, bo choć w 90 procentach nie zgadzam się z jego muzycznymi odczuciami, to lubię jego cięte pióro i sprawnie przeprowadzone wywiady. Tyle, że Musick zaczyna mi się coraz bardziej zlewać z Metal Hammerem i ostatnio już się gubię i przestaję rozróżniać, w którym magazynie co przeczytałem. Może by tak zmiana nazwy na Krzywiński Hammer i Krzywiński Magazine? Albo może chociaż spróbować połączyć te dwa magazyny?  Przy doborze zespołów z Musicka i częstotliwości ukazywania się Metal Hammera mielibyśmy całkiem przyjemny Musick Hammer.

Poza wywiadami mamy próbę takiego wywiado-artykułu z Desaster. Gdyby taką formę redakcyjnie doszlifować to może okazałby się ciekawa – póki co przypomina koszmary sprzed lat publikowane na łamach Metal Hammera i czyta się ciężej niż tradycyjną rozmowę, bo to co można podać krócej podaje dłużej i zdaje się dzielić włos na czworo. Normalne wywiady z Miasmal, Destroyer 666, Pogavranjen, Oranssi Pazuzu...

Ucieszył mnie i zmartwił wywiad z Satyricon – zmartwił, bo obecność ich na okładce z powodu 20-lecia „Nemesis Divina” mogłaby sugerować, że na współczesnej scenie nie dzieje się nic ciekawego. Ucieszył bo oczekiwałem, że poczytam o zremasteryzowanej reedycji tego krążka, która niedawno wyszła. W Metal Hammerze była recenzja, z której dowiedziałem się co dwadzieścia lat temu grano w kinie, oraz że wówczas sklonowano owcę Dolly. Napisano również, że warto kupić reedycję "Nemesis Divina" bo „brzmi tak jak powinna brzmieć” - czyli właściwie wciąż nie wiem jak, bo zawsze mi się wydawało, że powinna brzmieć tak jak brzmiała od dwudziestu lat. W Musick w ogóle sobie tym faktem głowy nie zaprzątano, więc tajemnica odświeżonego brzmienia tego krążka wciąż pozostaje nieodkryta. Trzeba chyba kupić, przesłuchać i na Marii o tym napisać.

Entombed A.D. Czy ktoś jeszcze z nimi nie zrobił wywiadu? Rotting Christ. Trudno mówić o niespodziance, usta same otwierają się do ziewania. Dział „Nowy Polski Martwy Metal” ma pewnie jakiś walor edukacyjny. Wywiad z Ragehammer po wydaniu świetnej płyty bardzo uzasadniony. Podobnie ze Stillborn. Spektr i znów rozmawia Maciej Krzywiński. No i dalej „historia Metalmanii” - chyba będziemy uczyć się jej na pamięć, tyle już o niej napisano. Nie tak dawno temu obszerne opracowanie na ten temat autorstwa Rafała Monastyrskiego drukował Metal Hammer. No i dalej Hexvessel i Mortiis – o dziwo tym razem nie Krzywiński, ale Sebastian Rerak.

Nowa rubryka - „Od zakrystii”. Polskie płyty komentują zagraniczni dziennikarze. No trudno, żeby to robili polscy – ile by można było czytać Łukasza Dunaja i Jarosława Szubrychta? :) W sumie pomysł nawet fajny. Wyszło jednak zaskakująco, bo oceny prezentowane przez niejakiego Nathana T. Birka czyta się prawie jak recenzje Pipy Lang z prapoczątków Metal Hammera. Śmiech przez łzy.

Co tam mamy jeszcze ciekawego? – COBALT i EXUMER (nie muszę chyba pisać kto robił wywiady?) Nie zabrakło też króla muzycznych grafomanów – IHSAHNA, który w dobie hipsterki spod znaku płaszcza i szpa... tfu! golfa i brody, ma szansę przyciągnąć nowych słuchaczy coraz bardziej pretensjonalnymi i megalomańskimi albumami.
Dalej rubryka „Na południe od nieba” (wciąż nie mogę się w nią wczuć, choć czytam), wywiad z Katatonią i rubryka „Shit happens” - znów idea dość ciekawa, ale typy mocno kontrowersyjne (nie pamiętam co było poprzednim razem, ale niecenzuralne słowo mi się wydarło z ust gdy zobaczyłem). I tym razem aż by się chciało zderzyć subiektywne osądy Macieja Krzywińskiego z jakimś innym – trzeźwiejszym, lub jako kto woli „odmiennym” spojrzeniem na opisywaną płytę. Tym razem na buty wzięto "Never Say Die" - niezależnie jednak od osobistych sympatii i antypatii względem tego krążka, artykuł się czyta przyjemnie, bo umówmy się - wszystko co pisze Maciej Krzywiński dobrze się czyta, ponieważ jest dobrze napisane. Nawet jak pisze głupoty, to nie przestają to być dobrze napisane głupoty :) (przez "głupoty" mam na myśli rzeczy, z którymi się nie zgadzam).

Dalej wywiad z Sunnata – (ciekawie się ich album zapowiada, właśnie wczoraj zamówiłem), Entopia, Magrudergrind, Sacrilegium.

No i dział recenzji. Zajmujący jest „Sąd kapturowy” - choć często przy okazji tego typu zestawień zastanawiam się czy rzeczywiście wszyscy oceniający wszystko słyszeli i czy oby więcej niż raz. Bo jakoś - choćby przeglądają podobne zestawienia na łamach Mystica, nie mogłem sobie wyobrazić choćby Nergala siedzącego wieczorem w domu i rozgryzającego aktualny album "Stratovarius". -
- Adaś! Chodź do łóżka - krzyczy Doda z drugiego pokoju.
- Poczekaj pączuszku, jeszcze dwa razy muszę "Polaris" przesłuchać by nie skrzywdzić Finów pochopną oceną - rzecze Adam zakręcając palcem wąsa i naciskając ponownie wciskając "play", wciąż nie będąc pewnym czy wystawić notę 3 czy 2 w skali do 10.
No ale w loży Musicka gwiazd nie ma. Przepraszam, są, ale mniejszego formatu, więc niewykluczone, że tabelka rzeczywiście jest wypadkową gustu czterech najbardziej zaangażowanych osób i dla Czytelników może stanowić jakiś drogowskaz.

Tu mała dygresja – zobaczycie co za dwadzieścia lat będzie się mówić o absolutnie powalającej płycie Anthrax, która uplasowała się na 16 miejscu, a co będzie się mówić o wytypowanym na pierwszą lokatę Altarage i ich debiucie "Nihl" (nie, "Nihil" jak napisano w magazynie - czyżby freudowskie przejęzyczenie?).
Ja prognozuję tak – krążek Anthrax stanie się klasyką i możliwe, że będzie postrzegany jako najlepsza płyta w ich dyskografii, o Altarage nikt nie będzie już pamiętał. No może staruszek Rafał Monastyrski wspomni o nich w rubryce „Mało znane, mało grane”, a jeszcze starszy redaktor naczelny Metal Hammera Dariusz Świtała, zmagający się z artretyzmemem i Alzheimerem puści to przez przypadek, myląc z Nihilist, którego reedycję na pendrivie akurat wyda Metal Mind.
Obiecuję, że za dwadzieścia lat, jeśli dożyję to wrócę do tematu :)

Co zaskakuje? Brak Bathuski! Nie przypuszczam by  mogła istnieć jakaś korelacja pomiędzy brakiem reklamy Witching Hour, a brakiem prezentacji wydawnictw przez nich sygnowanych. Spodziewałem się jednak, że najlepiej sprzedający się metalowy debiut ostatnich lat będzie na łamach Musicka pompowany, wałkowany i prezentowany niezwykle obszernie. A tu uszkach nietoperza ani słowa...

No i tyle mamy w nowym Musick Magazine. Tragedii nie ma, ale jak wspomniałem na wstępie – moim skromnym i subiektywnym zdaniem najmniej zajmujący numer w historii tego pisma. Tym bardziej, że aż tak długo przyszło nam na niego czekać.

6 komentarzy:

  1. Wywiad z Batushką był w poprzednim numerze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mi się właśnie wydawało, ale spodziewałem się pompowania tego zespołu niczym GHOST na łamach Noise Magazine.

      Usuń
    2. Akurat odnośnie Bathuski to się bardzo pomyliłeś. Płyta była nawet DODAWANA gratis dla osób z prenumeratą. To po pierwsze. Po drugie wywiad był w numerze wcześniejszym i chyba wyczerpał temat.Spodziewałes się pompowania jak w Noise Ghost - to zarzut? Cieszmy się, że tak nie jest. W nowym numerze masz Wędrowcy tułacze Zbiegi...To nie jest dla Ciebie zaskakujące?

      Usuń
  2. Dzięki za info, że już jest. :)
    Swoją drogą - nie nadążam już z lekturą tych gazet, bo te dwadzieścia pięć minut czasu wolnego dziennie trochę człowieka ogranicza. ;)
    Ledwo skończyłem ostatnie numery Musick'a i Noise'a (którego i tak kupuję w kratkę), a już zakupiłem jubileuszowy, extra wypasiony - że się tak po młodzieżowemu wyrażę - i (chyba) zajebisty numer Metal Hammera, nota bene pierwszy od stycznia '97 roku. Teraz wychodzi to, kiedy właśnie wróciłem do numeru z Mgłą na okładce, wcześniej ledwo ruszonego. W kolejce czekają jeszcze stare numery z Furią i Mastodon oraz dwa albo trzy 7 Gates, w tym zakupiony równo dwa lata temu w Koszalinie podczas urlopu nad morzem numer z Watain na okładce. Troszkę sobie przeleżał... ; ) O książkach czekających na swój czas nawet nie wspomnę. Dzisiaj właśnie zamówiłem kolejną, autorstwa - Scotta Ian z ANTHRAX. Zwariować można. Gdyby tak doba była o te parę godzin dłuższa...

    OdpowiedzUsuń
  3. "...czyżby freudowskie przejęzyczenie?"- dlatego 14. numer jest opisywany jako szesnastka?

    OdpowiedzUsuń