Autopsy przyjeżdża do Polski!

0

Turcja. Telefon w trybie samolotowym, bo opłaty za połączenia i transfer większe niż ceny na polskich stacjach benzynowych. Wi-fi w hotelowym lobby takie, że łącząc się z internetem czujesz się tak, jakbyś próbował wysrać kij od szczotki, a on uporczywie chce wychodzić w poprzek.

Siedzę na leżaku pijąc „tubirplisa”. To taki lokalny napój wyglądem przypominający piwo, a smakiem wodę, którą ktoś umył beczkę po piwie. Ma jednak dwie zalety – jest zimny i zawsze gdy się o „tubirplisa” prosi podają dwa kubki.

I właśnie wtedy, gdy piję 37 kubek żółtawej orzeźwiające cieczy, ni z gruszki ni z pietruszki, jakby Papcio Chmiel napisał w Tytusie: „Wtem!” – przelatuje nad basenem wi-fi. Jak ważka przysiada na chwilę na moim telefonie i odlatuje. Patrzę na mrugający wyświetlacz i widzę, że to kumpel wysłał mi link. Mrużę oczy od słońca i rozczytuję dwa wyrazy: „Mystic” i „Autopsy”. Podrywam się z leżaka i drę się do żony na całe gardło, przekrzykując 150 osób, które okupują basen już muchy kawałek nieświeżego mięsa:

– Autopsy na Mystic Festival przyjeżdża!!!
– Nie drżyj się tak – upomina mnie małżonka wychodząc z wody, a ja drepczę wokół basenu jakby mi się chciało siku i zastałbym zamknięte drzwi toalety.
– Co robimy? – pytam rzeczowo, próbując się uspokoić, bo w pierwszej chwili chciałem krzyknąć „Natychmiast wracamy do Polski”.
– No jak to co? Idziemy na obiad – odpowiada żona zerkając na zegarek.
– Trzeba kupować bilety, rezerwować hotel… – mówię przejęty. – Oni pierwszy raz do Polski przyjeżdżają i pewnie już nigdy więcej nie wrócą – dodaję widząc, że ona zupełnie nie pojmuje rangi wydarzenia i powagi sytuacji.

– Spokojnie, jak wrócimy to ogarniemy temat – małżonka przykłada mi dłoń do czoła sprawdzając czy nie mam gorączki.
– A jak wykupią bilety zanim wrócimy? – krążę wokół żony jak Ziemia dookoła Słońca przez całą drogę do hotelu.
– Przestań. Nie wykupią…
– Może kogoś poprosić, by natychmiast nam kupił te bilety – nie poddaję się. – Lepiej nie ryzykować.
– Jak chcesz to zrobić skoro nie mamy telefonów ani internetu? Gołębia pocztowego wyślesz?

Tego dnia rezygnuję z obiadu. Biegam po hotelowym lobby z telefonem w ręku jak z klapką na muchy i próbuję złapać wi-fi. To czasami się pojawia, przysiada w pobliżu i łazi leniwie w zasięgu wzroku jak tłusta mucha. Wstrzymuję oddech i się skradam, ale gdy już prawie, prawie się łączę… wi-fi odlatuje, a mi zdaje się, że słyszę jego szyderczy śmiech.
No nie, nie wyprzedadzą przecież festiwalu w ciągu kilku dni z powodu Autopsy – podpowiada rozsądek, a ja wpatruję się w link przysłany przez kolegę. Link, którego oczywiście nie mogę otworzyć, bo tureckie wi-fi pokazuje mi środkowy palec, a później ściąga podrabiane spodnie Hugo Bossa i wypina w moją stronę goły mocno opalony tyłek.

A jak wykupią bilety? A jeśli wrócimy do kraju i okaże się, że przyszłoroczny festiwal już wyprzedany? – próbuję odgonić natrętne myśli, wyobrażając sobie jak w czerwcu 2023 roku siedzę w domu przed komputerem i oglądam na Facebooku zdjęcia kolegów robione pod sceną, na której gra Autopsy. A później jeszcze czytam relację z tego koncertu w Noise Magazine, stojąc wśród regałów z prasą w Empiku, bo przy kasie poprosili mnie o dowód, a później oświadczyli, że wydawca nie wyraził zgodny na sprzedanie mi egzemplarza.

– W życiu już do Turcji nie przyjadę – zwierzam się godzinę później żonie. Bezsilny i zrozpaczony wciąż wpatruję się w wyświetlacz swojego telefonu i link przysłany przez kumpla. Patrzę, patrzę, patrzę… i przychodzi nagłe olśnienie.

– Co się stało? – słyszę zaniepokojony głos żony. – Strasznie zbladłeś.
– To fałszywy alarm. Poniosło mnie, spanikowałem, zbyt długo na słońcu, emocje zaburzyły ogląd rzeczywistości… – mówią przyciszonym głosem. – To jest link do strony Mystica, na której pewnie pojawiła się zapowiedź nowej płyty Autopsy. Wcale nie chodzi o festiwal, ani żaden koncert…
– To chyba dobrze? – Żona uśmiecha się. – Nie musisz już się martwić, że ci wykupią bilety.
– No tak… to dobrze, na tę nową płytę bardzo czekałem – przyznaję próbując oswoić rozczarowanie. Chowam telefon do kieszeni i ze spuszczoną głową podążam do baru.
– Tubirplis – mówię do barmana, a ten znów podaje mi dwa. Ech, ci Turcy…

Postaw mi kawę na buycoffee.to

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here