Jak dobrze, że Biedronka jest tak blisko

0

– Czy jest może jakaś składanka U2? – zapytałem sprzedawczynię w Biedronce. Wprawdzie jesteśmy na stoisku z warzywami, ale płyty są tuż obok, więc liczę na to, że moja rozmówczyni będzie zorientowana.

Tęga pani w niebieskim fartuchu wsypuje jabłka do skrzynki, ociera z czoła kropelki potu wierzchem dłoni i spoglądając na mnie chytrymi, małymi i głęboko osadzonymi oczkami mówi:
– Jebać U2! Kupi pan se lepiej Hellbringer – ociera dłoń o spodnie, robi dwa kroki z działu warzyw na dział muzyczny i nurkuje dło- nią w koszyku z płytami. – MCD z 2011 roku. Dobre w chuj! – dodaje i wyciąga do mnie dłoń z płytą z czerwoną okładką.
Sprzedawczyni odwraca się i znów grzebie w koszu z płytami.
– A może jakaś składanka Scorpionsów z balladami… – próbuję ją naprowadzić na swój gust.
– Flamen! – wykrzykuje sprzedawczyni i macha mi przed twa- rzą dwiema płytami. – Włoski black metal. Tegoroczna płyta do- bra w chuj, debiutanckie MCD też brać.
33
– Może jakiś taki zespół grający muzykę rockową z pazurem… – mówię trzymając już trzy płyty w ręku.
– Z pazurem? – sprzedawczyni drapie się po głowie. – Bierze pan czeski Triumph, Genus! Black metal wyrosły z nietzscheańskiej filozofii i kultu nadczłowieka.
– Te mandarynki to po ile? – wtrąca się jakaś starsza kobieta z torbą na kółkach.
– No przecież pisze, że 5,99 zł! – wykrzykuje do niej ekspe- dientka. – Co się pani wcina jak stringi w dupę! Widzi przecież pani, że pana teraz obsługuje.
Biorę czwartą płytę od ekspedientki i rozglądam się gorączko- wo, czy może „Load” Metalliki nie znajdę. Boję się jednak zapytać, żeby mi rezolutna sprzedawczyni znów nie wcisnęła wynalazków z muzyką, której nikt nie słucha i dlatego im się nie sprzedaje. Ki- wam głową na pożegnanie i na palcach oddalam się od stoiska muzycznego. Już czuję na twarzy przyjemny powiew z lad chło- dzących, w których ułożono jogurty, gdy zza placów słyszę głębo- ki i stanowczy głos ekspedientki.
– A anal?
Ściskam odruchowo pośladki i pełen złych przeczuć nerwowo odwracam się do ekspedientki.
– Anal Blasphemy! Lubi pan?
– Wie pani… – czuję, że zaczynam się czerwienić. – Wszystko zależy od punktu widzenia. Anal może być przyjemny, ale jak mniemam również bolesny w zależności od…
– Niech pan tu nie pierdoli swoich filozoficznych farmazonów, tylko bierze ten split z Epäkristus – wykrzyczała mi w twarz sprzedawczyni wręczając piątą płytę. Otarłem rękawem drobin- ki jej śliny i skinąłem głową nie śmiąc się jej przeciwstawić, bo wyglądała na mocno pobudzoną.
– Jebać U2! – dodała na odchodne z całą stanowczością. – I ballady Scorpionsów też jebać! – rzuciła przez ramię odchodząc, a następnie zniknęła wśród regałów z ziemniakami, pomidorami i żół- tą papryką. Popatrzyłem bezradnie na trzymane w ręku płyty. Wzruszyłem ramionami i udałem się do kasy.

***

– Czy jest rabarbar? – zapytałem dziś w dziale z warzywami pobliskiej Biedronki.
– Jebać rabarbar! – usłyszałem w odpowiedzi od pani w niebieskim fartuchu i dość mało przyjemnej aparycji. – Przyszły dziś nowe płyty Deathspell Omega i Misþyrming na CD i winylach! – sapnęła kobieta i zaczęła grzebać w brokułach. – Tu schowałam, bo na Klerykach napisali, że Misþyrming to „power play na lato” i bałam się, że hipstery wykupiom… – dodała przyciszonym głosem i wetknęła mi w ręce dwie płyty kompaktowe i dwa winyle.
– Jest też nowe October Tide i Origin. Taki stary, ale nowy – uzupełniła.
Rozejrzałem się nerwowo po stoisku.
– A może coś innego na kompot jak nie ma rabarbaru? – zapytałem.
Podniosła brwi do góry i podrapała się nerwowo po uchu.
– Jak kompot to tylko z maku! – powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu i uniosła lekko głowę, jakby chciała brodą wskazać drogę do kasy. Trzymając w rękach stos płyt potulnie udałem się, by zapłacić. Po dwóch krokach usłyszałem jednak znaczące chrząknięcie. Z wahaniem obróciłem się przez ramię i zerknąłem na kobietę.
Patrzyła na mnie badawczo trzymając pod pachą arbuza.
– Nie zapomniał pan o czymś? – zapytała lekko się pochylając i robiąc zamach, jakby za chwilę miała rzucić we mnie ciężkim owocem.
– Jebać U2! – wykrzyknąłem ze strachem.
Ekspedientka wyprostowała się i uniosła kciuk do góry. Jej usta wykrzywiły się w uśmiechu. Miała równe, lekko pożółkłe zęby.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here