O zespole na literkę B. na Facebooku już nie poczytacie

19

Gdybyście na Facebooku szukali moich archiwalnych wpisów o norweskim jednoosobowym zespole na literkę „B” to nie trudźcie się. Facebook uznał, że pisanie o zespole, który w naszym kraju póki co nie został zdelegalizowany jest sprzeczne z ich standardami. Posty o „B” są teraz widoczne tylko dla mnie. 

Od dziś nie mogę już pisać na Facebooku i jednym z moich ulubionych zespołów black metalowych. Co będzie jutro? Całkiem możliwe, że Facebook zacznie wykluczać kolejne zespoły black metalowe – wszak ta muzyka często nawołuje

do nienawiści, przemocy i autodestrukcji. Co dalej? Myślę, że death metal. Te wszystkie okropieństwa w tekstach Cannibal Corps, bluźnierstwa w Deicide to tylko wierzchołek góry lodowej. Co dalej? Heavy metal i hard rock – bo epatuje seksizmem i erotyką – o zgrozo, bardzo często zredukowaną do aspektu hetero.

Parę tygodni temu spojrzałem na fakturę za domenę mariakonopnicka.pl, którą dostałem z home.pl i zacząłem się zastanawiać czy jest sens płacić kolejny rok, kolejne 150 zł na utrzymywanie strony, której właściwie nie uzupełniam. Bo pisanie na Facebooku jest mniej czasochłonne, łatwiejsze i ma większe zasięgi (ludzie z coraz mniejszą chęcią z niego wychodzą).

Ostatecznie jednak uznałem, że szkoda by przepadły teksty, których nigdzie indziej nie ma, a mimo że pisałem je parę lat temu to wciąż są czytane. Zapłaciłem za kolejny, chyba już piąty rok domeny. Dziś wracam do mariakonopnicka.pl  – będzie mnie to kosztowało więcej czasu i wysiłku, pewnie też mniej osób kliknie niż przeczytałoby tekst na Facebooku. Ale dzięki temu zyskuję wolność. Dzięki temu będę mógł samodzielnie wybierać zespoły, którym chcę poświęć swój wpis i publikować treści, które będą zgodne z moim sumieniem i polskim prawem, a nie standardami określanymi przez korporację.

Przypuszczam, że z czasem może dojść do sytuacji, w której funkcjonowanie takiego bloga jak mój na Facebooku będzie niemożliwe i trzeba będzie podjąć decyzję, by ze swoim pisaniem, wraz z zakazaną muzyką zejść do głębokiego undergroundu – całkowicie oderwanego od tzw. „mediów społecznościowych”.

Dziękuję za wsparcie moim pierwszym pięciu Patronom. Nie wydam tej kasy na płyty – moim pierwszym celem będzie utrzymanie domeny mariakonopnicka.pl. Drugim, dalsze rozwijanie i rozbudowywanie strony – by dla Was stawała się coraz bardziej przejrzysta, funkcjonalna i użyteczna. A mi dawała wolność.

https://patronite.pl/mariakonopnicka/description

19 KOMENTARZE

  1. Też kiedyś napisałem tekst o 'Filosofem' i też było o kocie.

    Ostatnio w moim życiu miały miejsce wydarzenia, które można dwojako interpretować. Można też nie interpretować wcale, ale szukanie ukrytego sensu jest zawsze bardziej ekscytujące.

    Otóż kiedy się wejdzie na moją kolekcję na Discogs i ustawi kasety w kolejności od najdroższej, na drugim miejscu jest Filosofem Burzuma. Ma też dla mnie wysoką wartość muzyczną i lubiłem często jej słuchać.

    Zapytacie zapewne dlaczego "lubiłem". Przechodzę zatem do sedna: Pewnego pięknego pochmurnego poranka, kiedy jej słuchałem, magnetofon wkręcił mi jakieś pół metra taśmy z tej kasety.

    Wkręcona taśma dość mocno zablokowała całą kieszeń, tak że długo męczyłem się, żeby ją wyjąć. Musiałem urwać.

    Po wyjęciu kasety przyszła kolej na wydobycie taśmy z gardzieli mechanizmów.

    Podczas wykonywania tych czynności towarzyszyła mi Masza 🐈, patrząc z zaciekawieniem.

    Dałem jej wyjętą taśmę, żeby się pobawiła – była tak pognieciona, że stwierdziłem, iż nie będę jej wklejał do kasety z powrotem.

    Kasetę schowałem do szuflady, wracając do zajęć, które przerwała mi ta przykra awaria, a tymczasem moja kota bawiła się w najlepsze uszkodzonym kawałkiem taśmy.

    Tak się kończy pierwsza część mojej opowieści.

    Druga część zaczęła się następnego dnia rano. Żona wchodzi do łazienki i po chwili woła mnie: @Thorns, chodź tu szybko, Masza ma coś dziwnego.

    Wchodzę, patrze: podłoga umazana kałem, Masza kręci się po łazience z niedowierzaniem wpatrując się sytuacji, która miała miejsce pod jej ogonem.

    Z tyłu kota wystawał bowiem wczorajszy kawałek taśmy Burzum – cały pokryty zawartością kociego jelita grubego.

    Przez papier toaletowy złapałem toto podłużne brązowe i przy wtórze żałosnego "miaaauuu" wyciągnąłem z kota.

    Dodam jeszcze taki szczegół, że na nieszczęsnym odcinku na stronie "A" był utwór Gebrechlichkeit I, a na "B" – Rundgang um die transzendentale säule der singularität.

    Podzielę się teraz wspomnianymi we wstępie dwojakimi wnioskami.

    – Zastanów się nad kolekcjonowaniem tych marności.

    lub

    – Bądź wytrwały w pokonywaniu przeciwności.

    Na zakończenie wersja opowieści, dla tych, którym się nie chce tyle czytać:

    Magnetofon wkręcił mi taśmę, a kot miaaauuu to w dupie.

  2. Zawsze można na fb podlinkować post stąd. Ludzie mocniej przyklejeni do fb nadal byli by na bieżąco. I robota wtedy w jednym miejscu. Ciekawe czy za takiego linka o zespole na literkę B wtenczas dostało by się bana na fb.

  3. Mnie tam nigdy specjalnie nie ciągnęło do założenia konta na facebooku i jestem zapewne jedną z niewielu osób w Polsce, które go nie mają, co mi odpowiada. Dostępność do stron w zasadzie wszystkich jest, do grubego paska na dole ekranu można się przyzwyczaić a zyskuję mnóstwo czasu, który bym pewnie poświęcił na bezproduktywne kłótnie i dyskusje o niczym. Mam tylko nadzieję, że RYMa nie zaczną cenzurować, bo o zespołach blackowych lubię tam pisać recki. Pozdrawiam! rwasilewski

  4. Tak, bo ludzie dostają bany za linki do Burzum ze strony Youtube, sądzę więc, że jakby był to link to mojego bloga byłoby podobnie. Chciałbym stworzyć oddzielną, stronkę niezależną od bloggera. Część linkować na Youtube, część pisać tylko na stronie. Przy wsparciu Czytelników najlepiej byłoby to zrobić bez żadnych reklam.

  5. Gdyby nie zawodowa konieczność możliwe, że i ja bym nie miał konta na Facebooku. Długo się przed tym broniłem, bo zdawałem sobie sprawę z konsekwencji. Jest to medium, które zawłaszczyło komunikację międzyludzką, a teraz narzuca swoje zasady, ogranicza wolność słowa i w oparciu o zebrane informacje dowolnie manipuluje swoimi użytkownikami wzbudzając w nich pożądane zachowania. Facebook to spełniony mokry sen totalitaryzmu.

  6. Ja właśnie ze względu na działalność zawodową unikałem zakładania konta na facebooku a już szczególnie pod imieniem i nazwiskiem. Jeszcze mi tylko brakuje donosu do organów korporacji zawodowej i pisania tam tłumaczeń, dlaczego komuś coś niemiłego napisałem i nie przestrzegam godności zawodu. A takich świrów-donosicieli niestety w naszym społeczeństwie nie brakuje.

  7. Zależy czy Ci ta gazeta schodzi i ma ciągle popularność. Mój lokalny odpowiednik z drugiej strony Wisły czyli Linia Otwocka, powstała też gdzieś na przełomie wieków do dziś sobie radzi doskonale na rynku. Ale kilka innych tytułów po drodze padło, inne się w międzyczasie potworzyły. RW

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here