Szuflada pełna skarbów i dziadek ze składnicy makulatury

0

Wśród skarbów skrywanych w meblościance moich rodziców najbardziej fascynowały mnie szuflady wypełnione czasopismami.

Emocjonowałem się trzymając praktycznie każdy zadrukowany kawałek papieru, bez względu na to czy była to „Przyjaciółka”, „Kobieta i życie” czy „Razem”. Ostatni z tych tytułów zaciekawił mnie najbardziej ze względu na rubryką na ostatniej stronie prezentującą uroki roznegliżowanych pań. Nazywała się ona „osobno”, co w wieku 4 czy 5 lat udało mi się już rozczytać.

Piękno obnażonych piersi zgasło jednak niczym świeca w IV części „Dziadów” gdy w stosie czasopism natknąłem się na magazyn komiksowy „Relax” z 1978 roku. Prezentowano w nim krótkie, kilkustronicowe komiksy – głównie w odcinkach, zarówno polskich jak i zagranicznych twórców. Największą uwagę przykuł fragment komisu „Thorgal”, w którym jakiś rudowłosy brodacz przykuwał długowłosego mężczyznę do kamienia. To było coś zupełnie innego niż „Tytus Romek i A’tomek” -poczułem się jakbym oglądał film, a każdy komiksowy kadr wydał mi się działem sztuki, który można by powiększyć, oprawić i wyeksponować w muzeum. Nigdy wcześniej nie widziałem tak realistycznych i pięknych rysunków. Niestety komiks urywał się po kilku stronach i dopiero po latach poznałem dalsze losy Wikinga.

***

Gdy byłem już w podstawówce okazało się, że dziadek jednego z moich kolegów pracuje w składnicy makulatury.
– Wspaniałe – kumpel podziwiał kolekcję moich małych żołnierzyków, którą rozstawiłem na szkolnej ławce. Było ich naprawdę dużo. Kilka dni wcześniej zakupiłem trzy komplety w pobliskim sklepie o wdzięcznej nazwie „Czerwony kapturek”. – Nie chciałbyś je wymienić na komiksy? – zapytał nieoczekiwanie, a ja od razu zatarłem ręce bo w tamtym czasie magia historyjek obrazkowych zaczynała mi przesłaniać pasję zbierania żołnierzyków.
A ile komiksów byś mi za nie dał?
– Mogę ci dać 100 komiksów – wypalił, a mi włosy stanęły dęba. – Ale nie nowych, tylko takich które dziadek przynosi mi ze składnicy makulatury – zastrzegł.
Miałem 8 lat i właśnie zrobiłem najlepszy interes swojego życia. Oddałem żołnierzyki, a później przez rok przychodziłem do kolegi z werwą młodego komornika i kasowałem „skarby z makulatury”. Owszem, zdarzały się pojedyncze komiksy bez okładek, z brakującą stroną lub kadrem wyciętym nożyczkami. Jednak znakomita większość była w stanie niemal idealnym. Dzięki dziadkowi kumpla udało mi się zdobyć wiele tytułów, które w tamtym czasie były już niedostępnych. Między innymi uzupełniłem wszystkie części magazynu „Relax”, kompletną serię „Pilot śmigłowca”, mnóstwo zeszytów „Kapitana Żbika”, „Podziemny Front” i pojedyncze komiksy typu „Wywiadowca XX wieku”.
Wreszcie mogłem doczytać „Thorgala” i przez kilka lat byłem przekonany, że żadnych innych przygód Wikinga nie narysowano. Dopiero w 1988 roku znalazłem w księgarni album „Zdradzona czarodziejka” , a rok później drugą część zatytułowaną „Wyspa wśród lodów”. Były to podłe wydania Krajowej Agencji Wydawniczej z klejonymi stronami i z okładkami, z których wycierała się farba.
W „Relaxach” oprócz Thorgala poznałem kilka innych fascynujących historii. Część z nich po latach ukazała się w formie albumów, część została niedawno wznowiona w twardych oprawach przez Egmont. Niektóre jednak na zawsze pozostały w tych starych prl-owskich magazynach. Najbardziej podobała mi się kryminalna historia Guska i Rocha, rysowana przez Janusza Christę, oraz opowieść o chłopaku, który przenosił się w czasie zmieniając buty (rysunki Marka Szyszki). Krew w żyłach zmroził mi komiks o starym rolniku, który jadąc wozem w mglisty poranek spotkał przybyszów z kosmosu. Myślę, że ten woźnica w pewien sposób zainspirował mnie do stworzenia jednej z postaci w mojej ostatniej powieści. „Pętla”. Ukaże się ona w przyszłym roku nakładem wydawnictwa Vesper.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here